Tegoroczne żniwa były dla opolskich rolników wyjątkowo trudne. Nadmiar zboża paszowego i niskie ceny skupu stawiają rolników w dramatycznej sytuacji finansowej. Dodatkowo, rolnictwo zmaga się z biurokracją, absurdalnymi ograniczeniami drogowymi i chorobami zwierzęcymi. O wyzwaniach i niepewności produkcji rolniczej rozmawiamy z Prezesem Izby Rolniczej w Opolu Jerzym Sewielskim.

Jak pan ocenia tegoroczne żniwa?

– To jest bardzo ciężki rok, bardzo ciężkie żniwa. Spadło dużo deszczu, który pokrzyżował plany rolników. Dzisiaj mamy z tego powodu bardzo dużo zboża paszowego, a mało konsumpcyjnego. Niektórzy rolnicy mieli kontrakty na zboże konsumpcyjne podpisane, ale okazuje się, że żadnych zboże nie trzyma parametrów, np. liczba opadania jest w granicach 100. Tutaj jest problem, bo mamy bardzo mało hodowli, a bardzo dużo zboża paszowego. Ceny mamy sprzed 20 lat, a koszty czterokrotnie większe. Rodzi się pytanie: co dalej? Jak rolnicy mają dalej funkcjonować w takich warunkach? Mają kredyty pobrane na różne modernizacje. Najlepsze gospodarstwa mają w tej chwili bardzo wielkie problemy. 

Izba Rolnicza w Opolu obserwuje trendy cenowe w punktach skupu. Jak się kształtują? 

– Nieciekawie to wygląda, z dnia na dzień ceny idą w dół. Mam przed sobą raport, który pokazuje, że cały czas jest tendencja spadkowa. Częściowo jest to spowodowane tym, że zboże nie ma odpowiednich parametrów. To z kolei efekt ulewnych opadów, ponieważ deszcz wypłukuje białko i w rezultacie liczba opadania też jest niska. Zboże nadaje się tylko na paszowe, a mamy go w tej chwili najwięcej. 

Uprawa jakich zbóż jest dzisiaj najbardziej opłacalna? 

– Rolnicy szukają jakiejś alternatywy, przykładowo dosyć sporo rolników weszło w soje. Ja sam mam w tej chwili 5 hektarów soi zasiane, ale jak widzę, cena też ciągle spada, co nie daje nadziei na opłacalność. Jeżeli Główny Urząd Statystyczny ogłosił cenę dochodu z jednego hektara na poziomie 5400 zł, to dzisiaj nawet biorąc pod uwagę średnie ceny kukurydzy w granicach 450 zł, przy 10 tonach mamy 4,5 tysiąca złotych. Jak związać w takich warunkach koniec z końcem?

Jednocześnie, w tej trudnej sytuacji, Izba Rolnicza w Opolu wnioskuje do MRiRW o różnego rodzaju formy wsparcia, rekompensaty, odszkodowania. Jaki jest odzew? 

– Odzew jest taki, że minister obiecał 2-procentowe kredyty dla rolników, natomiast na razie nie będzie dopłaty na poziomie 200 złotych, o które występowała izba. Wnioskowaliśmy również o ustabilizowanie skupu interwencyjnego, bo cena 101 euro jest ceną sprzed 25 lat i nikt tego nie zmienił. Proponowaliśmy, żeby to było co najmniej 250 euro. Minister powiedział nam w Głubczycach, że to nie jest w jego gestii i zgodę musi wyrazić Bruksela. 

Bardzo często w odpowiedzi na pytania o niskie ceny skupu rolnicy słyszą, że to wynika z cen na rynkach światowych. Czy zgodzi się pan z taką tezą?

– Nie do końca, ponieważ dochodzą do nas informacje, że na światowych rynkach np. Rosja drożej sprzedaje swoje produkty. Nie wiemy, czym to jest podyktowane, co się dzieje u nas, w Europie. Najprawdopodobniej, może to być jakaś spekulacja.

Pierwsza połowa roku to dla Izby Rolniczej w Opolu czas walki o pomoc finansową dla rolników z tych rejonów województwa, które dotknęła powódź z 2024. Jak pan ocenia teraz już z perspektywy, jak ta pomoc przebiegła? 

– Większość rolników otrzymała pomoc, choć może nie w takiej wysokości, jak proponowała izba. Opiniowaliśmy ostatni nabór, w którym wnioskowaliśmy, aby za zniszczone oziminy było to 2000 zł, a nie 400 zł przy rzepaku i 1500 zł przy zbożach. Wnioskowaliśmy też, aby gospodarstwa z osobowością prawną miały zwrot podatku rolnego i gospodarstwa położone w obrębie miasta Opola, które zostały wyłączone, ponieważ na tym terenie nie ogłoszono stanu klęski żywiołowej. Pomoc była ogromna lecz pozostał niedosyt, że nie udało się tych drobnych spraw dopiąć.

Zmieniają się ministrowie, a izby rolnicze niezmiennie interweniują w różnych sprawach. Czy widać jakąś kontynuację i chęć rozwiązywania tych problemów? 

Z pewnością nie służą rolnikom ciągłe wymiany ministrów. Za zmianą ministra idą bowiem wymiany następnych osób decyzyjnych w resortach. Nowy Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi na chwilę obecną zatrzymał ideę ośrodków produkcji rolniczej. Dzisiaj wiem, że u nas na Opolszczyźnie nie zapadła decyzja, jak ziemia będzie rozdysponowana. Zobaczymy, jak to się wszystko jeszcze poukłada. Natomiast, mamy nadzieję, że ten młody człowiek, który ma dużo energii, może będzie chciał pomóc rolnikom, tym bardziej, że sam jest rolnikiem, pochodzi z Podlasia. 

Izba Rolnicza w Opolu, wraz z innymi samorządami rolniczymi, sprzeciwiała się umowie Unia Europejska – Mercosur. Umowa ta, choć jeszcze nie weszła w życie, jest coraz bliżej realizacji. W jaki sposób zmieni ona rynek żywności w Polsce? 

– Rolnicy będą mieli bardzo wielkie problemy, ponieważ przy kosztach produkcji, które w tej chwili mamy, nie będziemy w stanie konkurować absolutnie z Mercosurem i z Ukrainą. Najbardziej, oprócz rolników, stracą na tym konsumenci, ponieważ teraz mają w Polsce dostęp do bardzo zdrowej żywności. Natomiast w Mercosur pryska się środkami ochrony roślin, które z Unii Europejskiej zostały wycofane 20-25 lat temu, ze względu właściwości rakotwórcze. Dla mnie to jest niezrozumiałe. Z jednej strony w UE nakłada się na nas obowiązki, żeby ta żywność spełniała najwyższe normy jakościowe, a z drugiej strony puszcza się wszystko na żywioł. Widzimy przyszłą katastrofę konsumentów, a przy okazji rolników, bo nie będą w stanie konkurować z tanią żywnością, niespełniającą norm. 

Oprócz twardej ekonomii, rolnicy zmagają się również z zagrożeniem chorobami zwierzęcymi. Za granicą były ogniska pryszczycy, nie zniknęło zagrożenie ASF, teraz jeszcze choroba niebieskiego języka u bydła…

– Na szczęście, pryszczyca pozostała za granicą, ale wszyscy byliśmy mocno wystraszeni. Całe szczęście, że nas to w jakiś sposób ominęło. Poddawaliśmy pewnej wątpliwości to, że nagle ogniska chorób, które zostały już dawno ugaszone, nagle się pojawiły. Miałem okazję uczestniczyć w sztabie kryzysowym u wojewody i obserwowałem naszych hodowców. Byliśmy mocno wystraszeni, tym wszystkim, bo przecież w Kietrzu mamy około 9000 sztuk bydła. Polska nie jest przygotowana w razie czego na utylizację takich ilości bydła. Dzisiaj nawet wskazane jest, żeby nie budować tak dużych gospodarstw, właśnie ze względu na tę chorobę, jest to bardziej bezpieczne. To nie jest drób, że gdzieś tam pójdzie do utylizacji. Dzisiaj, żeby spalić jedną krowę, potrzeba około tony drewna. Zakopanie też nie jest takie proste. Trzeba mieć wyznaczone jakieś tereny, gdzie to można zrobić. Nasza weterynaria stanęła na wysokości zadania, bo poszła bioasekuracja dosyć mocna. Izba też zorganizowała wiele szkoleń odnośnie bioasekuracji. Dzisiaj rolnicy mają inną świadomość, jak się zabezpieczyć przed tym wszystkim. Nam wszystkim chodzi o bezpieczeństwo żywnościowe, szczególnie, że za wschodnią granicą mamy wojnę i bardzo duże zagrożenie.

Mimo wielu lat kampanii ze strony samorządów rolniczych, rolnicy są wciąż obciążeni biurokracją i regulacjami, które tak naprawdę często wiążą im ręce. W tym roku weszły nowe przepisy związane z bhp. Za ich nieprzestrzeganie rolnikom mają grozić mniejsze dopłaty. 

– Rolnik jest najbardziej kontrolowaną grupą zawodową. Nie ma drugiej takiej grupy zawodowej. Jeśli rolnik zostanie ukarany mandatem przykładowo z PIORIN czy z BHP, natychmiast jest to przekazywane Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa i rolnik jakby drugi raz ukarany, bo są mu zabrane po części dopłaty. 

Izba Rolnicza w Opolu zdecydowane domagała się od zarządców dróg wprowadzenia ułatwień w poruszaniu się sprzętu rolniczego po drogach publicznych w czasie kampanii żniwnej. 

– Ograniczenia są zupełnie absurdalne i niepotrzebne. Komplikują znacznie pracę rolników, którzy mogą muszą pokonywać spore objazdy, żeby przemieścić się sprzętem rolniczym, szczególnie w rejonie Nysy. Jak to się ma do śladu węglowego, o którym tak wszyscy głośno mówią? Nawet zostały nagrane przez rolników filmy, na których widać, jak jesteśmy spychani, na boczne drogi. To jest tragedia! Jadąc przez Nysę, nie mamy jak przejechać przez most Bema, na którym jest ograniczenie ciężaru. Zaczyna się sezon kukurydzy, a rolnik żeby przejechać do Bio Agry, musi przejeżdżać przez całą Nysę i jest 18 przejść drogowych. Jest to bardzo uciążliwe i bardzo niebezpieczne zarówno dla mieszkańców i stresujące dla samych rolników. 

Wiele pesymistycznych spostrzeżeń, ale czy są jakieś pozytywy? Czy rolnictwo w ostatnich latach odczuło jakieś zmiany na lepsze? 

– Oczywiście, w ostatnich latach rolnicy bardzo mocno się doinwestowali. Dzisiaj już nawet może i wyprzedzamy niektóre kraje europejskie, bo przecież jeździmy i widzimy, jak to wyglądało, gdzie indziej, jak my wyglądamy dzisiaj. Mamy naprawdę fajne gospodarstwa, mocno doinwestowane, szkoda byłoby to zniszczyć przy obecnych cenach. Dla mnie właśnie to jest tym bardziej niezrozumiałe, że z Unii Europejskiej tak dużo pieniędzy udało się przeznaczyć na rolnictwo, a dzisiaj próbuje się to rolnictwo zepchnąć na margines. Natomiast myślę, że polscy rolnicy, ale też francuscy nie dadzą się tym przepisom i tym cenom. W tym sensie, że pamiętamy, jak nie tak dawno cała Europa strajkowała. Dzisiaj zaczynają się strajki na wschodniej granicy, zaczynają się też w Hiszpanii. Jeżeli tu się nie zmieni, jeśli się rolnikom nie ulży, to rolnicy wyjdą na ulice. 

Izby wielokrotnie podkreślały potrzebę rozszerzenia zakresu ubezpieczeń upraw. Czy coś się zmieniło w tej materii? Czy udało się przekonać towarzystwa ubezpieczeniowe do ujęcia nowych ryzyk?  

– Nie do końca. Pomimo że budżet państwa dopłaca 65% do tych ubezpieczeń upraw, natomiast nie zawsze udaje się to ubezpieczyć, tak jakby każdy rolnik chciał. Z drugiej strony też przy tych cenach nie stać rolników. Dzisiaj, aby spełnić obowiązek ubezpieczeniowy, wystarczy ubezpieczyć od jednego ryzyka, natomiast to nie gwarantuje zabezpieczenia dla tego rolnika. Gdyby rolnik miał się ubezpieczyć od suszy, od powodzi, to nie ma za co ubezpieczyć, bo to są tak duże pieniądze. 

Inną kwestią są terminy związane z wiosennymi przymrozkami. Wnioskowaliśmy, aby było to uzależnione od fazy rozwojowej roślin, natomiast wszystkie zakłady ubezpieczeniowe określają jakiś tam termin. Przykładowo, rolnik może sobie ubezpieczyć od przymrozków wiosennych, ale problem pojawia się, gdy wcześniej przychodzi wiosna. Faza rozwojowa idzie mocno w górę, a wiosenne przymrozki są od 15 kwietnia, natomiast do 15 kwietnia można zgłosić straty ze skutków przezimowania, ale nie można zgłosić z wiosennych przymrozków. I tu rodzi się konflikt. 

Problemem są też ogólnopolskie metody stwierdzania suszy. Wskazania instytutów badawczych nie pokrywają się z rzeczywistym stanem na polach. Izba również zgłaszała tę kwestię…

– Aplikacje, które wskazują suszę działają na podstawie danych ze stacji pomiarowych, a jest ich w kraju bardzo mało. Jeżeli uśredniają pewien obszar, a zdarza się tak, że w połowie wsi przeszedł deszcz i zboża są fajne, a w drugiej połowie niestety nie, wtedy aplikacja tego nie pokazuje. Rolnicy są rozczarowani tą aplikacją. Mieliśmy nawet problemy podczas powodzi, ponieważ aplikacja powodziowa Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej wskazywała, gdzie była powódź, a gdzie jej nie było. Pojawiło się w tym momencie wiele kontrowersji, bo nie działało to precyzyjnie.

Jakie nastroje rolników podczas tegorocznych dożynek? 

– Byłem na dożynkach wojewódzkich. Wszyscy politycy ładnie zapewniali, że najważniejsze jest bezpieczeństwo żywnościowe kraju, drugie po bezpieczeństwie wojskowym. Nijak się to ma do obecnej sytuacji w rolnictwie. Nie jestem pewien, czy produkcja jest odpowiednio zabezpieczona. Zboża mamy wystarczające ilości, ale np. coraz mniejszą produkcję trzody chlewnej. Jak wchodziliśmy do Unii, w kraju było około 20 milionów sztuk świń, teraz mamy około 9 milionów. Tylko co czwartego schabowego jemy z Polski, natomiast wszystko inne jedzie z zagranicy. 

W ostatnich latach wiele mówiło się o potrzebie rozszerzenia kompetencji izb rolniczych. Na razie jednak, nic się nie zmienia… 

– Były zapowiedzi i dwa projekty zmiany ustawy o izbach rolniczych, które upadły. W tej chwili Krajowa Rada Izb Rolniczych wystąpiła z inicjatywą, aby nadać większe kompetencje izbom rolniczym. W regionach zbieraliśmy nawet od delegatów pomysły i przekazaliśmy je dalej do KRIR. Przy radzie jest powołana komisja złożona z kilku prezesów, którzy chcą złożyć ustawę jako projekt ministerialny, ale czy nowelizacja dojdzie do skutku, nie wiadomo.

Dziękujemy za rozmowę