UDOSTĘPNIJ

O problemach szacowania szkód łowieckich mówili podczas piątkowego (15.06) Walnego Zgromadzenia Izby Rolniczej w Opolu przedstawiciele Polskiego Związku Łowieckiego. Opolska izba od wielu lat angażuje się w działania zmierzające do wyjaśnienia trudnych kwestii na styku rolnictwa i łowiectwa.

Prezes Herbert Czaja podkreśla, że opolska izba jest jedną z niewielu w kraju, które tak regularnie inicjują spotkania rolników i myśliwych w celu wypracowania optymalnych metod współdziałania przy szacowaniu szkód łowieckich.

Rolnicy bardzo często zwracają uwagę, że przepisy dotyczące szacowania szkód łowieckich są niedoskonałe. Z kolei myśliwy podkreślają, że wiele zapisów ustawowych jest trudnych w realizacji, ze względu na ich teoretyczny charakter.  

Przewodniczący Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Opolu Wojciech Plewka mówiąc o spotkaniu z rolnikami zaznaczył, że zawsze warto wyjaśniać wszystkie wątpliwości związane z ustawą: “zawsze dla nas jest ważna ustawa prawo łowieckie, bo z tym mamy największe problemy. Chciałem powiedzieć rolnikom, że jesteśmy wspólnie w trudnej sytuacji, ale jeżeli będziemy razem współdziałali, to damy radę. Musimy się dogadywać. Za zeszły sezon wypłaciliśmy prawie 3,5 miliona złotych opolskim rolnikom. To jest kwota dosyć mocna. W tej chwili jest już 20 kół, które osiągnęły w sprawozdaniu wynik ujemny, to znaczy, że już jest jakieś zagrożenie z płatnością za wyrządzone szkody. Procedury dotyczące szacowania szkód są bardzo skomplikowane przez pomysły, kto ma się włączać w szacowanie.

Sekretarz Okręgowej Rady Łowieckiej w Opolu Jarosław Kuźmiński wyjaśnia, że na populację dzików wpływają czynniki cywilizacyjne i ocieplenie klimatu. “20 lat temu szacowano, że w Polsce bytowało około 80 tysięcy dzików. Dla porównania, w zeszłym roku wykonaliśmy plan odstrzału 360 tysięcy dzików. W ostatnich dekadach zmieniła się również struktura upraw rolnych. Teraz dominują uprawy wielkohektarowe, wysokobiałkowe czyli kukurydza, rzepak, a to sprzyja zwierzynie, która ma schronienie przez większą część roku, ma paszę podaną, w ogóle z tego nie wychodzi”, mówi łowczy.

Według myśliwych, dzisiaj dziki mają doskonałą paszę “na stole’, poza tym, grzyby, które potrafią wyhodować się na pozostałościach kukurydzianych, zawierają jeden z hormonów, który powoduje większą płodność u dzików. “Zostało to zbadane naukowo. Także ocieplenie klimatu spowodowało, że warunki są bardziej sprzyjające. Zwierzyna nie jest taka głupia i przeniosła się w schronienie jakim są rzepak i kukurydza na ogromnych obszarach, gdzie nikt nie wstępuje. Myśliwi mają też utrudnione zadanie na terenach gdzie uprawy zaczynają się przy samym lesie, bo nie ma szans na reakcję zanim zwierzę wejdzie na pole”, dodaje Jarosław Kuźmiński.  

Polski Związek Łowiecki wychodzi z założenia, żę zwierzyna musi być, ale musi być też utrzymywana na poziomie, który jest znośny i akceptowalny dla gospodarki rolnej i leśnej, a jednocześnie przy poszanowaniu dla bioróżnorodności, która musi zostać utrzymana.

Myśliwi bardzo dobrze oceniają współpracę z izbą. “To wszystko się bierze od korzeni, bo przecież w terenie na polu jest rolnik, który uprawia i jest myśliwy. Jeżeli oni się dogadują, to idzie w górę. Izba Rolnicza w Opolu i władze okręgu opolskiego zawsze przywiązywały wagę do tego, żeby rozmawiać i rozwiązywać problemy u samych korzeni, metodami, które są akceptowalne dla obu stron”, uzupełnia Kuźmiński.

Podczas Walnego Zgromadzenia przyjęto również protokół z poprzedniego zgromadzenia delegatów do IR w Opolu, przedstawiono bieżące informacje z działalności izby i wysłuchano sprawozdania delegata izby do Krajowej Rady Izb Rolniczych. Przyjęto uchwały dotyczące zatwierdzenia sprawozdania finansowego, udzielenia absolutorium Zarządowi Izby Rolniczej w Opolu za 2017.