UDOSTĘPNIJ
Susza

Kilka lat temu świat nauki bił na alarm: jeśli degradacja gleby będzie postępowała w obecnym tempie, pozostaje nam mniej więcej 60 lat rolnictwa na Ziemi. Wprawdzie te złowieszcze prognozy dotyczą najbardziej wyeksploatowanych regionów planety, ale dają do myślenia także nam. Na szczęście nauka i technika znają rozwiązania, które ograniczają niszczące procesy erozji. Mówi o nich dr inż. Grzegorz Wilczok z firmy Agro-Silesia.

20180228_155229(1)

Izba Rolnicza w Opolu: Czy rzeczywiście grozi nam katastroficzna wizja jałowej ziemi bez plonów?

dr inż. Grzegorz Wilczok: Ten scenariusz mówi o perspektywie kilku dekad, ale może to się wydłużyć do stuleci, w zależności od zniszczeń spowodowanych przez niewłaściwą gospodarkę glebową. Podczas wykładu na konferencji “Gleba – od niej się zaczyna” mówiłem, że gleba składa się głównie z organizmów żywych. Jeśli ona żyje, to musimy się z nią obchodzić tak samo jak z każdym innym organizmem żywym. Jeżeli funkcjonuje w niej wiele milionów drobnoustrojów i organizmów, musimy zadbać, aby one się rozwijały, bo wtedy zachowamy wysoką produktywność tej gleby. Jeżeli będziemy ją degradować i nie będziemy myśleć o środowisku glebowym, może być tak, że ziemia kiedyś się podda i nie wyda plonów.

IR w Opolu: Jakie obszary są najbardziej zagrożone?

GW: Nie wszędzie jest aż tak źle. Do degradacji gleby przyczyniają się: nadmierne ugniatanie, erozja, zasolenie, przesyt pierwiastkami chemicznymi, nadmierne nawożenie, które nie służy rozwojowi organizmów żyjących w glebie. Na najbardziej zniszczonych glebach pojawiają się problemy z wydajnością. Różnice są znaczące, to wielkości od pół tony do nawet 10. Każdą glebę można zregenerować, ale na to potrzeba czasu. W zależności od stopnia degradacji, gleba odtwarza swój skład od kilku do kilkudziesięciu, a nawet setek lat. (Najbardziej zniszczone gleby są w Chinach, Afryce, Indiach oraz w części Ameryki Południowej – przyp. IR w Opolu).

IR w Opolu: Czy technika i nauka znają rozwiązania sprzyjające zachowaniu żyznych gleb?

GW: Jedną z takich metod jest uprawa bezorkowa. Wokół niej krąży wiele faktów i mitów, które chciałem rozwiać podczas konferencji zorganizowanej przez Izbę Rolniczą w Opolu i Politechnikę Opolską. Porównywałem uprawę tradycyjną z bezorkową. Inny wykład dotyczył metody Strip-Till czyli uprawy pasowej. Uprawa bezorkowa polega na uprawianiu gleby bez pługa, czyli bez odwracania gleby. Stosujemy jedynie mieszanie resztek pożniwnych, a nie ich przykrywanie i sprowadzanie na określoną głębokość, jak to robi pług. Ma to swoje oczywiste zalety: gleba jest bardziej napowietrzona, ma większą pojemność wodną, przeciwdziała erozji, zmniejszają się koszty związane z uprawą. Mamy oszczędności na paliwie czyli środkach produkcji. Zabieg jest dosyć szybki, a tradycyjna orka jest bardzo energochłonna.

IR w Opolu: Czy to jest nowa metoda? Kiedy została opracowana i wprowadzona?

GW: Nie jest to nowa metoda. W Polsce pojawiła się około 20 lat temu, ale wówczas gospodarstw stosujących tę metodę nie było wiele. Uprawa bezorkowa zaczyna być bardziej popularna mniej więcej od 10 lat, kiedy na rynek weszła też firma Kockerling, która zajmuje się produkcją maszyn do bezorkowej uprawy gleby.

IR w Opolu: Czy rolnicy chętnie sięgają po tę metodę uprawy?

GW: Różnie bywa. Najbardziej otwarte na innowacje są duże gospodarstwa rolne i przedsiębiorstwa, bo to one są zainteresowane wprost ograniczaniem wydatków i maksymalizacją zysków z hektara. Te maszyny też nie są tanie i potrzeba do nich ciągników o większej mocy. W przypadku mniejszych gospodarstw, najlepiej byłoby, gdyby było kilku użytkowników.